wtorek, 10 września 2013

Krótko lecz na temat.

A więc chciałabym dziś tylko w skrócie napisać o mojej sytuacji.

Około tydzień temu oddałam swojego laptopa na gwarancję, a był on niestety moim jedynym prywatnym komputerem, więc w tej chwili dostęp do internetu mam tylko na telefonie i okazjonalnie, tak jak w tym momencie, na komputerze rodziców.
Mam nadzieję, że niedługo laptop z powrotem trafi w moje ręce, lecz do tego czasu niestety nie mam możliwości pisania takich postów jakie bym chciała.
Komputer rodziców jest dość stary, a więc także i dość wolny i nie posiadam na nim niezbędnych do przeróbki zdjęć (znaki wodne) programów.
Okres ten jest dla mnie także podwójnie zapełniony różnymi zajęciami gdyż nasz ślub i wesele zbliża się wielkimi krokami.

Po mimo to postarałam się dziś o uzupełnienie zakładki 'O nas' na blogu, gdzie teraz możecie przeczytać kilka podstawowych informacji na mój temat i temat mojego narzeczonego, gdyż wiele razy zadawane mi przez was pytania tyczyły się właśnie nas jako pary.

Zapraszam was do przeczytania tej zakładki i w razie potrzeby zadawania innych pytań, na które także postaram się jak najszybciej odpowiedzieć. ^_^

wtorek, 27 sierpnia 2013

Stereotypy na temat Japończyków

Na wstępie chciałabym przeprosić, że tak rzadko się odzywam, jednak wynika to z tego, że przez ostatnie kilka dni jestem okropnie zajęta przez końcowe planowanie ślubu i ogółem przeprowadzkę do Japonii. Jednak mogę obiecać, że zaraz po ślubie i powrocie do Japonii zacznę odzywać się bardzo regularnie i jak najczęściej będzie to możliwe.
No ale przechodząc do tematu mojego dzisiejszego postu, chciałabym dziś obalić kilka stereotypów na temat Japończyków, które są non stop przekazywane nie tylko pomiędzy młodymi dziewczynami dopiero zaczynającymi fascynację Azją ale w ogóle polskiego fandomu.

Wszyscy Japończycy są okropnie niscy. 

Mam 166cm wzrostu, czyli nie jestem wysoka, mam raczej bardzo przeciętny wzrost, jednak mój narzeczony jest ode mnie mniej więcej o głowę wyższy, a i tak po mimo to będąc w Japonii co chwilę bardzo dziwił mnie widok młodych Japończyków wyższych od nas. Oczywiście wielu Japończyków jest niziutka, taka już natura Azjatów, co nie zmienia faktu, że tak jak i w Korei, w Japonii można co chwilę wpaść na mężczyznę z ponad przeciętnym wzrostem.

Japończycy są romantyczni.

Niestety niektórzy bardzo mylą to co widzą w filmach (z naciskiem na koreańskich) z rzeczywistością.
Prawda jest taka, że Japończycy są bardzo skryci, nie przepadają za okazywaniem uczuć a by usłyszeć od nich zwykłe "lubię" trzeba naprawdę długo się naczekać. Jeżdżąc pociągami dość trudno jest zaobserwować przytulające się pary co w Europie jest zjawiskiem raczej zupełnie normalnym.
Poza tym wychodząc wieczorem na miasto bardzo łatwo zauważyć duże grupy mężczyzn w białych koszulach w pobliskich barach. Oznacza to, że wiele japońskich żon musi czekać do późno wieczornych lub nawet nocnych godzin na powrót męża, ponieważ on ze znajomymi z biura i szefem postanowili wybrać się na wspólną kolację. Bardzo często szef lub któryś ze współpracowników postanawia iść całą grupą nie do zwyczajnych barów lecz tych z półnagimi dziewczętami i niestety w takiej sytuacji żony danych Japończyków nie mają nawet możliwości sprzeciwu, m.in. dlatego, że Japończycy za nic w świecie nie chcą sprzeciwić się i tym samym mniej lub więcej podpaść szefowi.


Większość Japończyków jest zabójczo przystojna.

No cóż, realia są raczej dość smutne.
Będąc w Japonii, zdarzało mi się spotkać przystojnego mężczyznę, jednak prawda jest taka, że większość z tych spotykanych w centrum Tokio jest albo bardzo przeciętna albo wręcz... brzydka.
Nawet gdy po raz pierwszy przechodziłam koło klubów z hostami niemalże przecierałam oczy ze zdziwienia widząc okrągłych, niskawych i naprawdę mało przystojnych chłopaków, których ratowała trochę tylko charakterystyczna fryzura hostów i garnitur, w którym chyba każdy mężczyzna wygląda 100% lepiej. :)



Mam nadzieję, że podobał wam się ten post, jeśli chcielibyście więcej podobnych postaram się częściej pisać tego typu moje opinie i ciekawostki o Japonii. ^^
Chciałabym podkreślić tylko, że wszystko czym się tu podzieliłam jest tylko i wyłącznie moją opinią, tym co zaobserwowałam podczas pobytu w Japonii i zasłyszałam od narzeczonego. Z pewnością nie jest to moja próba tworzenia kolejnych stereotypów.

W kolejnym poście planuję napisać i kilku rzeczach od których mimowolnie uzależniłam się podczas pobytu w Japonii. ^_^

środa, 7 sierpnia 2013

Kosmetyki z którymi się nie rozstaję ^_^

Chyba każdy ma kilka kosmetyków, z którymi niemalże się nie rozstaje.
Wszystkie kosmetyki, które tu wymienię używam non stop od roku do kilku lat więc mogę je szczerze wszystkim polecić. ^_^
Zacznę od moich dwóch ulubionych kosmetyków pielęgnujących do twarzy.

Żel oczyszczający do twarzy Effaclar francuskiej firmy La Roche-Posay.
Jest to najlepszy żel oczyszczający jaki miałam okazję do tej pory używać. Pachnie bardzo ładnie, dobrze się pieni i oczyszcza i jest baaardzo wydajny. ^^ Używam go od 15 miesięcy ale wciąż go trochę mam więc wydaje mi się, że przy używaniu go każdego dnia wieczorem opakowanie 200ml wystarczy spokojnie na półtora roku. Czemu używam go tylko wieczorem? Jest tak ponieważ jedynym (choć jak dla mnie mało znaczącym) minusem tego kosmetyku jest to, że lekko 'ściąga' skórę. Mi zazwyczaj natychmiastowo pomaga krem Nivea, ale rano zaraz przed nałożeniem makijażu może być to dla niektórych już większy problem. Lubię używać go też jako żelu do częściowego demakijażu.
Nie wiem jak dla was, ale dla mnie większość produktów Nivea jest zawsze najlepszym wyborem. Z kremem widocznym na zdjęciu się nie rozstaje. DOSŁOWNIE. Nawet gdziekolwiek wychodząc na dłużej niż 20minut muszę mieć przy sobie choćby mały pojemniczek tego kremu. ^^ Każdy kto zna mnie w życiu realnym wie, że jestem uzależniona od kremów do rąk. Używam je minimum 5 razy na godzinę i jestem bardzo wybredna jeśli o nie chodzi, ale krem firmy Nivea jest jednym z dwóch kremów do ciała, które pasują mi pod każdym względem. Narzeczony przy okazji pobytu w Singapurze przywiózł mi do Japonii kilka opakowań tego kremu, gdyż w Japonii jest dość ciężko dostępny a w dodatku bardzo drogi w porównaniu do cen w wielu innych krajach.
Oczyszczający i matujący tonik firmy Nivea spodobał mi się do tego stopnia, że gdy pierwsza butelka zaczynała się powoli kończyć od razu kupiłam drugą. ^^ Dobrze oczyszcza i jest delikatny dla skóry.
Na zdjęciu widnieją moje dwa ulubione kremy BB: Hot Pink Super Plus Beblesh Balm od SKIN79 (wybaczcie butelkę ubrudzoną perłowym cieniem ^^") i By Flower BB Cream 01 od Nature Republic. O kremie firmy Nature Republic pisałam już dokładnie tutaj. Wspominałam tam też o kremie firmy SKIN79, który choć jest dla mnie troszkę za ciemny to jest gęstszy od By Flower więc o wiele lepiej sprawuje się przy jakichś większych niedoskonałościach.
Nigdy nie rozstaję się z dobrą szminką i ochronną pomadką. Już od prawie trzech lat używam szminek japońskiej firmy Kanebo a tej widocznej na zdjęciu (kolor DR-03) nie można już tak łatwo dostać więc często muszę obejść kilka japońskich drogerii nim ją znajdę. Ostatnim razem zakupiłam od razu 3 by mieć pewność, że nie zabraknie mi ich przez co najmniej kolejne 3 lata. ^^
Od około dwóch lat bardzo lubuję się w pomadkach labello, bo nie dość, że dobrze nawilżają usta to mają także naprawdę duży wybór jeśli chodzi o kolory i zapachy i są przyjemnie słodkie.Ta ze zdjęcia to Fruity Shine - Cherry ale posiadam w domu co najmniej 4 inne smaki. ^_^
Róż firmy Kanebo (kolor PK-3) jest już kilku lat moim ulubionym. Tak samo jak i szminka tej firmy jest on już raczej ciężko dostępny w sklepach ale tak samo jak ze szminką, wystarczy odwiedzić kilka drogerii w Japonii i w którejś z nich z pewnością wciąż można go kupić. Obydwa produkty widziałam sprzedawane także na ebayu.
Perłowy cien ze zdjecia to chyba jeden z najtańszych dostępnych cieni dobrej jakości ponieważ można kupić go w austriackiej drogeri BIPA i jest to już mój drugi cień firmy b.pretty, ten na zdjęciu to kolor 101 snow. Na żadnym z nich się jeszcze nie zawiodłam, bo nie dość, że są ładnie napigmentowane to są także bardzo wydajne.
Choć nie przepadam za japońską firmą Fasio to akurat ta wodoodporna mascara do brwi naprawdę mi się spodobała. Dobrze się rozprowadza i ma idealny kolor (BR 301), gdyż jest on niemalże identyczny z kolorem moich włosów, czyli taki ciemny blond z rudo-złotym odcieniem.^^
Dwa cienie widniejące na zdjęciu powyżej to cienie na których bazuje 99% moich makijaży oczu. Są to już moje drugie opakowania tych cieni, ponieważ lepszych w tej cenie do tej pory nie używałam. Ten po lewej to Vise kolor PK-3 japońskiej firmy Kose, który jak wszystkie cienie tej firmy ma bardzo słodkie, cukierkowe opakowanie ^_^, natomiast ten po prawej to cień japońskiej firmy Chifure. Nie znam jego koloru bo zwyczajnie nie widzę takiego oznakowania na tyle opakowania, ale sam cień jest idealny do jakichkolwiek makijaży inspirowanych stylem gyaru lub nawet ulzzang. :)

A więc to by było chyba na tyle. Oczywiście mam wiele więcej niezbędnych kosmetyków ale są to podstawy typu eyeliner w żelu czy tusz do rzęs, które raczej każdy posiada w swojej kosmetyczce, tym bardziej, że te, które ja używam w tym momencie są firm, które można spotkać w każdej europejskiej drogerii. Mam nadzieję, że przyda wam się ten post i może ktoś z was skusi się na kupno z którychś z wymienionych kosmetyków. ^^

niedziela, 28 lipca 2013

Kupno sukni ślubnych w Japonii. :)

Dzisiaj chcę napisać o sklepie ślubnym, który skradł mi serce.
YNS Wedding (www.yns-wedding.com) jest zdecydowanie sklepem z najpiękniejszymi sukniami ślubnymi jaki do tej pory widziałam.
Ich suknie są bardzo delikatne, pełne koronek, pereł i ogólnie bardzo "bajkowe". Mają wiele rodzai sukien i dodatków więc z pewnością każdy znajdzie coś dla siebie. W ich ofercie znajduje się też kilka modeli typowych japońskich smokingów, które swoją drogą jak dla mnie są bardzo przesadzone. ^^);; No ale mniejsza o to.
Ja spędziłam dosłownie kilka dni na przeglądaniu WSZYSTKICH dostępnych w tym sklepie modeli sukien ponieważ chciałam być pewna w stu procentach, że ta którą wybiorę będzie idealna. :)
Gdy w końcu wybrałam 4 modele (tyle maksymalnie można przymierzyć na pierwszej, bezpłatnej przymiarce w sklepie), które podobały mi się najbardziej, narzeczony umówił nas na wizytę w Tokio.
Kolejna miła rzecz, którą mogę powiedzieć o tym sklepie, to to, że kobieta która nas obsługiwała i pomagała mi się przebierać i układać suknię, była naprawdę przemiła. A sklep zadbał o wiele detali, takich jak np. sztuczne kwiaty, które przez jakiś czas trzymałam i które sprawiły, że przez chwilę naprawdę poczułam się jak w tym wyczekiwanym przez nas dniu. :)
W przeciwieństwie do większości kobiet wybierających suknię ślubną ja wybrałam się do sklepu z narzeczonym, a nie koleżankami. Pewnie gdyby sytuacja była inna i miałabym przy sobie mamę to poszłabym z nią. Jednak zależało mi na sukni ślubnej z Japonii a mama, no cóż, była trochę za daleko - bo w Wiedniu. ^^
Jedynym minusem było to, że samo pomieszczenie z sukniami miało dość słabe i ciemne światło i sama przymierzalnia była też dość mała więc zdjęcia wychodziły nam niestety słabe, czasami też i krzywe. ^^
Pokażę wam teraz na sobie 3 modele sukni, których ostatecznie nie wybrałam.

Model: SC11918 z kolekcji LaVenie
http://www.yns-wedding.com/items/lavenie-white/SC11918.html
Model: RLH-71
http://www.yns-wedding.com/items/white/RLH-71.html
Model: SC11913 z kolekcji LaVenie
http://www.yns-wedding.com/items/lavenie-white/SC11913.html
Tutaj byłam już dość mocno zmęczona wszystkimi przymiarkami, i w momencie gdy sprzedawczyni na chwilę odeszła ja wykorzystałam to na moment odpoczynku. ^^);;
Jak widać, niektóre suknie były na mnie dużo za duże, więc musieliśmy spiąć je z tyłu specjalnymi klipsami. Zdjęcia nie oddają uroku sukien, głównie z powodu oświetlenia, ale wydaje mi się, że to, że suknie te były przymierzane już przez niezliczoną ilość kobiet sprawia, że wyglądają one też o wiele gorzej niż te, które my otrzymamy po zakupie.
Sklep ten oferuje też szycie własnoręcznie zaprojektowanych sukien, co oczywiście kosztuje dużo więcej niż kupno jakiegoś z ich modeli.
Ja na zdjęciach miałam niestety bardzo pokręcone włosy i czerwone dłonie, co było wynikiem już bardzo chłodnej, jesiennej, japońskiej pogody. :(
Na koniec chciałabym pokazać moją suknię, jednak tylko na zdjęciach ze strony sklepu.^^
http://www.yns-wedding.com/items/lavenie-white/SC11413.html
Suknia ta była pierwszą, którą przymierzyłam i od pierwszej chwili byłam pewna w stu procentach, że chcę żadną inną lecz właśnie tą. ^^ Do tego stopnia, że nie chciałam już przymierzać pozostałych (miłość od pierwszego wejrzenia? :D), lecz narzeczony przemówił mi do rozsądku i by nie marnować okazji przymierzyłam wszystkie 4 wybrane przeze mnie suknie.
Jestem osobą, która uwielbia styl retro, koronki itp. ale także bardzo cenię sobie minimalizm. Z tego właśnie powodu zdecydowałam się na tę suknię i ponieważ mieliśmy do wyboru 2 różne kolory ja uparłam się przy kremowym. Nie lubię sukien białych, ponieważ wiele z nich w naturalnym świetle ma dziwnie niebieski odcień, który zwyczajnie mi się nie podoba.
Sprzedawczyni wybuchnęła śmiechem gdy po zapytaniu nas, który kolor wybieramy, ja odpowiedziałam kremowy, a narzeczony biały. :D Chwilę mi zajęło wytłumaczenie mu, czemu chcę taki a nie inny i po chwili przyznał mi rację.
Z tego sklepu zamówiliśmy także bolero (http://www.yns-wedding.com/items/bolero/SC-PO07.html), halkę i welon, którego niestety nie mogę znaleźć na stronie, ale był bardzo podobny do tego: http://www.yns-wedding.com/items/veil/BR-CT0768.html
Po ponownym uzgodnieniu wszystkiego ze sprzedawczynią, pożegnaliśmy się i pomaszerowaliśmy na kolację ze znajomą polką w Harajuku. :)

Na koniec zdjęcie mojego pierścionka zaręczynowego ^_^, które zrobiliśmy po przymiarce, wciąż w sklepie, czekając na sprzedawczynię, która odwieszała suknie z powrotem na miejsce.

Życzę wam miłego dnia ! ^_^

środa, 24 lipca 2013

Akabane - miejsce do którego lubię wracać :)

Na początku, chciałabym przeprosić, że tak rzadko piszę na tym blogu, jednak po prostu ostatnio jestem dość zajęta wieloma prywatnymi sprawami i nie często mam na tyle czasu, bym mogła na spokojnie usiąść i napisać porządny post.
Jestem pewna, że z czasem się to zmieni. Niedługo będę miała więcej czasu na blogowanie, a co najważniejsze - więcej tematów.

Dzisiaj chciałabym napisać o Akabane, części Tokio, którą z narzeczonym odwiedzamy bardzo często i z wielką chęcią. Uwielbiamy tamtejsze bary i restauracje, które niemalże nigdy nas nie zawiodły.
I tu wchodzimy w temat barów w Japonii. Jak wielu z was kojarzy bary głównie z alkoholem i tańcem? Bo tak właśnie wyglądało moje wyobrażenie na temat tych miejsc, przed wyjazdem do Japonii. W Europie sama nigdy nie chodziłam w takie miejsca, zwyczajnie mnie tam nie ciągnie i w jakimś sensie nie czuję się w takich miejscach bezpiecznie.
W Japonii bary, to głównie miejsca do spotkań ze znajomymi, a czasami szefem i resztą współpracowników z biura po pracy. Jednym słowem jest to miejsce głównie do zrelaksowania się i zjedzenia czegoś dobrego. I to jest właśnie to co mnie bardzo zaskoczyło. Mianowicie w japońskich barach jedzenie jest często o wiele smaczniejsze i tańsze niż w wielu drogich restauracjach.
Z narzeczonym kierowaliśmy się do nich właśnie z zamiarem zjedzenia czegoś niż wypicia, co wywoływało często dość duże zdziwienie na twarzach kelnerów, którzy w zamówieniu zamiast procentów widzieli tylko wodę mineralną. :D
Po wyjściu ze stacji kolejowej w Akabane.
Jedna z typowych, japońskich, wąskich uliczek. :)
Podczas naszego pierwszego, wspólnego wypadu do Akabane, trafiliśmy najpierw do typowo 'męskiego' baru, gdzie menu składa się głównie z japońskich szaszłyków a reszta to tylko drobne przekąski do piwa.
Po lewej widać grupę urzędników, która z pewnością zaraz po pracy wybrała się na wspólną kolację przy piwie i drobnych przekąskach. Typowy widok w Japonii.

 
Szczerze mówiąc nie do końca byliśmy pewni co zamawiamy i jak to będzie smakowało. Z przekąsek zamówiliśmy części krewetek pieczone w głębokim tłuszczu i ośmiorniczki ze szczypiorem w jakimś cieście do których standardowo dostaliśmy sos. Z napoi zamawialiśmy głównie wodę bo w tego typu barach jest to często jedyny bezalkoholowy napój. Następnie zamówiliśmy yakitori w kilku różnych sosach. Wszystkie były pyszne. Szczególnie te w sosie pieprzowym z dużą ilością cienko posiekanej cebuli! :)
Następnie (wtedy po raz pierwszy) wybraliśmy się do, wspomnianego już w poprzednim poście, naszego ulubionego baru z gyozą w Akabane.
Restauracja z owocami morza, o której wspomnę w innym poście. :)
Po dłuższym spacerze po mieście, pojechaliśmy do domu. Na przeciw stacji mamy Chikarameshi (チカラめし) czyli typowy japoński fast-food, gdzie za ok. 4-5 euro można zjeść dużą miskę ryżu, z cienko krojoną, pieczoną wołowiną, która moim zdaniem smakuje jak lepsza, delikatniejsza wersja wieprzowego bekonu. :)
zdjęcie z internetu
Jako dodatki zazwyczaj dostaje się miskę miso i zależnie od zestawu, sałatkę lub sałatkę i surowe jajko do ryżu. Przed sobą mamy zawsze kilka przypraw, dressingów i sosów, no i dzbanek wody z lodem i cytryną. Bardzo spodobało mi się to, że w Japonii chyba w każdej możliwej restauracji/barze mamy nieograniczoną ilość mineralnej wody z lodem, ponieważ w Europie nawet za małą buteleczkę niegazowanej wody w restauracjach liczą sobie po kilka euro/złotych co moim zdaniem jest dużym absurdem.
Po wejściu do środka widzimy dość duży automat, dzięki któremu możemy zamówić sobie danie.
zdjęcie z internetu
Dzięki zdjęciom obsługa maszyny jest dość łatwa. Do wyboru mamy zawsze kilka wersji wołowiny i zależnie od danego baru kilka innych potraw. Jakich? To zależy już od danego baru, ponieważ menu nie jest identyczne w każdym barze Chikarameshi.
Tutaj możemy zobaczyć przykładowe podstawowe menu:
Po wybraniu zestawu wyskakuje nam mały 'bilecik', który po wybraniu sobie miejsca podajemy jednemu z pracowników.
A to nasze zamówienie z tamtego dnia:

 Jak widać, jesteśmy parą, która bardzo dużo je. :D

 Mam nadzieję, że komuś wybierającemu się po raz pierwszy do Japonii te informacje się przydadzą, ponieważ Chikarameshi można spotkać niemalże wszędzie, jest otwarte całą dobę i co najważniejsze, jest bardzo tanie w porównaniu do wielu japońskich lokali. :)



W następnym poście mam zamiar w skrócie opisać mój wypad do sklepu z sukniami ślubnymi w Japonii.

poniedziałek, 8 lipca 2013

Nasz wypad do Tokyo Skytree i o tym czemu to miejsce jest tak przereklamowane.

Po pokazie sztucznych ogni, wciąż tego samego dnia postanowiliśmy wybrać się do Tokyo Skytree, czyli drugiego najwyższego budynku na świecie.
W końcu wylądowaliśmy tu:
 
Przed wejściem na górę zaszliśmy do naszego ulubionego sklepu ze słodkim pieczywem czyli Mister Donut (ミスタードーナツ), który jest chyba najpopularniejszym w Japonii sklepem tego typu. Podczas mojego pobytu w Japonii zdałam sobie sprawę, że dla mojej uciechy w sklepach tych tak co ok. 2 tygodnie można znaleźć nowe smaki donatów! ( tu można zobaczyć aktualną listę dostępnych smaków) W święta wychodzą oczywiście różne 'limitowane edycje' donatów, a posiadacze kart członkowskich mają szansę za daną liczbę punktów dostać jakieś drobne fanty. Ja np. w ten sposób otrzymałam słodki kalendarz ze Snoopym na 2013 rok. :)

 Po wyjściu z Mister Donut kupiliśmy herbatę o smaku róży i czarnej porzeczki, która szczerze mówiąc mi nie smakowała... ^^);; Następnie minęliśmy bardzo przyjemną restaurację z tematyką "Muminków" i kupiliśmy matcha soft cream po mimo już dość zimnego wieczoru.
Było wtedy po godzinie dwudziestej i jak się okazało bilety wejściowe do wieży były już wszystkie wykupione. Jednak gdy dowiedziałam się ile te bilety kosztują to wcale nie żałowałam. Za osobę mieliśmy zapłacić 25 euro, za które dowieźli by nas tylko do połowy wieży. Jeśli byśmy chcieli znaleźć się piętro wyżej musielibyśmy zapłacić kolejne 10 euro...
Za co? Za taki o to widok:
Widok z okna Tokyo Skytree wieczorem.
Widok z okna Tokyo Skytree w dzień. (zdjęcia te nie należą do mnie)
Mam znajomą, która jest tam nawet do dwóch razy w roku. Czy warto? Moim zdaniem nie, ale każdy ma prawo widzieć to trochę inaczej. Wiele ludzi zamawia bilety online z nawet miesięcznym wyprzedzeniem.
Choć sam budynek jest okazały, a wieczorem bardzo ładnie oświetlony to jak widać, widok z okien nie jest specjalnie zapierający dech w piersiach, a po tym co widziałam na zdjęciach tej samej znajomej o której wspominałam przed chwilą, w okresie różnych świąt okna te są dodatkowo całe oklejone tematycznymi ozdobami co moim zdaniem nie jest zbyt mądre bo wtedy nie mamy nawet możliwości zrobienia dobrego zdjęcia panoramy. My odwiedziliśmy Tokyo Skytree w okresie Halloweenowym więc tak jak i cała Japoniia, tak i Tokyo Skytree było ozdobione w różnego rodzaju dynie, duchy itp. :)
Restauracje i sklepy w budynku były też już w 90% pozamykane co dla mnie było kolejną głupotą, bo przecież ludzi na zewnątrz nawet o tej porze była masa i godzina ósma wieczorem to jeszcze wcale nie tak straszni późno...
Jakaś dziwna japonka przez dobre pół godziny wyginała się robiąc maskotce, którą umieściła na drzewku, zdjęcia z Tokyo Skytree w tle. :D
Ręcznie malowana ściana jednej z restauracji w środku budynku Tokyo Skytree.
Gdy zaczęło robić się coraz chłodniej postanowiliśmy wejść jeszcze na chwilę do środka. Jeszcze kilka restauracji przez pół godziny przyjmowało gości, jednak nie mieliśmy zamiaru jeść w pośpiechu więc postanowiliśmy pojechać do Akabane by zjeść w naszym ulubionym barze z gyozą.
Obowiązkowa miso, którą ja piłam w Japonii hektolitrami! :D
Właściciel baru, który w rzeczywistości jest bardzo wysoki jak na typowego japończyka. :D
Chao Chao (チャオチャオ) to jedno z dwóch miejsc w Japonii z najsmaczniejszą gyozą jaką miałam okazję jeść. Ponieważ sprzedają w 90% tylko gyozę widać, że wkładają w to serce. Wiele ze smaków gyoz dostępnych u nich nie można znaleźć nigdzie indziej.
Jedzenie naprawdę bardzo smaczne, mają najlepsze Cassis Orange jakie piłam do tej pory i obsługa jest świetna. Wszyscy mężczyźni pracujący tam są cały czas szeroko uśmiechnięci i jako, że jesteśmy parą mieszaną to bardzo szybko nas zapamiętali a my zjawialiśmy się tam coraz częściej. Każdemu kto będzie w okolicach Tokio bardzo polecam się tam wybrać. :)
Przy płaceniu rachunku, zawsze dostawaliśmy od kasjera po cukierku i kuponie na darmową gyozę na następną wizytę. Bardzo podoba mi się to, że w Japonii właśnie w wielu restauracjach wystarczy tylko pokazać kupon ze strony danej restauracji i w ten sposób zazwyczaj z ok. 10 małych potraw można wybrać coś za co nie będziemy płacić. A te dodatkowe cukierki o smaku różnych japońskich napoi gazowanych zawsze mnie śmieszyły. :D

Dla krótkiego wytłumaczenia: ceny produktów piszę zawsze w euro ponieważ sama mieszkam w Wiedniu i tu mamy taką właśnie walutę więc łatwiej mi zawsze jest ogarnąć czy cena jest zawyżona czy nie, po drugie 20 euro to 2000yen, 40 euro to 4000yen itd. więc nie widzę sensu w pisaniu dwóch kolejnych zer przy wszystkich cenach. ^^