czwartek, 30 maja 2013

Kare czyli japońskie curry

Jak pewnie każdy wie Japończycy mają bzika na punkcie curry. Spacerując po jakimkolwiek większym mieście w Japonii co chwile można poczuć znajomy, mocny zapach.
Curry podawane jest najczęściej z ryżem
lecz można się spotkać także z:

kare udon

 katsu kare czyli tonkatsu (japońskie "kotlety schabowe") z sosem curry i ryżem
 

czy kare-pan czyli chlebem o smaku curry
i kare w wielu innych postaciach.

Składniki używane do przygotowania curry zależą od regionu i oczywiście tradycji danej rodziny jednak podstawowe składniki to cebula, ziemniaki, marchewka i mięso (kurczak, wieprzowina, wołowina itd.).

Już w pierwszy dzień pobytu w Japonii miałam okazję spróbować tak zwanego "black curry"

które szczerzę mówiąc w ogóle mi nie smakowało. Było mi po nim lekko niedobrze i w ten sposób przez kolejne trzy miesiące pobytu tam już w ogóle nie chciałam jeść curry obojętnie czy w postaci sosu czy zupy. :D
Jednak po pewnym czasie w pobliskim sklepie z wypiekami postanowiłam kupić kare-pan i o dziwo było bardzo smaczne. O wiele delikatniejsza postać curry niż pierwsza, którą miałam okazje spróbować.
Przy najbliższej okazji mam zamiar ponownie spróbować japońskiego kare by upewnić się, czy rzeczywiście jest ono zbyt mocne w smaku dla mnie czy ostatnim razem po prostu źle trafiłam. :)

Na koniec przepis na najprostsze japońskie curry:

Mój pierwszy lot do Japonii

Mój lot zaczynał się oczywiście w wiedeńskim lotnisku, które znajduję się za miastem, pół godziny od mojego mieszkania. Wiedeńskie lotnisko bardzo przypadło mi do gustu. Łatwo jest tu otrzymać potrzebne informacje, nie miałam żadnych problemów z odnalezieniem tego czego akurat potrzebowałam a cała procedura przed przejściem przez bramkę trwała max. 10min.
Chwila po wylocie - Austria z Dunajem w centrum ♥
Do Istambułu leciałam ok. dwie godziny. Na następny lot musiałam czekać kolejne trzy godziny. Lotnisko w Istambule jest okropne. Nie mogę powiedzieć na jego temat nic dobrego. Toalety obskurne, strach było czegokolwiek dotknąć, nawet zlewów. Ludzie z informacji nie potrafili po angielsku dokładnie czegokolwiek wytłumaczyć tak bym nie musiała przez godzinę krążyć po lotnisku.
Za to Turkish airlines to już zupełnie inna bajka. Samolot bardzo czysty a obsługa bardzo miła, szczególnie mężczyźni bo stewardessy były lekko naburmuszone ^^);;
Ponieważ był to mój pierwszy lot samolotem, wcześniej nasłuchałam się dość dużo negatywnych rzeczy na temat samego lotu. A to, że jedzenie w samolotach jest okropne, toalety nie do użytku czy, że powinnam się spodziewać nie planowanych turbulencji.
Pogoda nam dopisała, toalety były świetnie przygotowane a jedzenie naprawdę zaskakująco dobre! Typowe tureckie, smaczne jedzenie. Kolejnym plusem dla mnie było to, że nie serwowali wieprzowiny, której nie jadam, a mieli za to chyba najlepszy sok pomidorowy jaki do tej pory piłam.


Chwila przed wylądowaniem w Istambule.



Chwila po wylocie z Turcji - czyli lecimy już w kierunku Japonii :)
Około godzina do lądowania w Japonii


 Tak jak widać na mapie lotu przez lekko odsłonięte okno mogłam obserwować z góry Chiny i Koreę :) Z podekscytowania przez ok. 12 godzin lotu przespałam może z 4, więc większość czasu spędzałam właśnie na obserwowaniu widoków z okna lub oglądaniu filmów.

W samolocie siedziałam przy oknie a obok mnie dwie młode japonki - Rie i Tomomi. Tomomi siedziała po środku więc po ok. godzinie lotu gdy pomogłam im z kilkoma drobnymi rzeczami zaczęłyśmy rozmawiać. Niestety posługiwała się ona bardzo łamanym angielskim więc co chwilę wciskała do rozmowy jakieś japońskie słowa, na szczęście na tyle łatwe, że nawet ja je rozumiałam. :D Rozmawiałyśmy o sobie, słuchałyśmy razem polskiej i tureckiej muzyki i tak przez kilka kolejnych godzin. Choć cały lot trwał ponad 10 godzin to dzięki dziewczynom czas w ogóle mi się nie dłużył.
W końcu tak wyczekiwana Japonia!


Moja pierwsza reakcja na widok Japonii, to to, że z pewnością jest o wiele bardziej 'zielona' niż myślałam do tej pory. W Internecie Japonia zawsze jest ukazywana jako ten 'betonowy kraj' z bardzo nielicznymi parkami. Oczywiście zawsze wiedziałam, że w rzeczywistości wcale tak nie jest jednak wyobraźnia robiła czasami swoje.
To co widać na zdjęciach powyżej to bardzo bliskie okolice lotniska Narita.

Po wylądowaniu dziękowałam Bogu, że dziewczyny były ze mną bo nie mam pewności czy znalazłabym drogę do wyjścia tak samo szybko, gdybym była sama. ^^);;
Razem z dziewczynami skierowałyśmy się w stronę miejsca gdzie odbiera się duży bagaż, a następnie po spotkaniu mojego narzeczonego, który czekał już na mnie z kwiatami ^_^
Następnie wymieniłam się z dziewczynami kontaktami i pożegnałyśmy się.
I w ten oto sposób kierowaliśmy się w stronę naszego Nishi-Kawaguchi :)

poniedziałek, 27 maja 2013

Wiedeń w pigułce :)


Wiedeński Diabelski Młyn

 Aktualnie od prawie dwóch lat mieszkam w Wiedniu, mieście muzyki, pełnym pięknych miejsc i przyjaznych ludzi z chyba każdego zakątka świata. Na początku zdawało mi się, że w ogóle nie pasuję do tego miejsca, że pewnie ciężko będzie mi się oswoić z tak bardzo nowym otoczeniem, jednak na moje szczęście bardzo się myliłam.




Wiedeńczycy są często uważani za ludzi ponurych i niemiłych co bardzo mija się z prawdą, bo wystarczy dostosować się do ich obyczajów, nie robić zbędnego hałasu, a wtedy od razu przyjmą cię w przyjazny sposób.
Dla mnie Wiedeń to m.in. miasto eleganckich, starszych ludzi. Rzecz która właśnie tak bardzo mnie 'uderzyła' po pierwszym dłuższym o pobycie w Wiedniu to właśnie ilość par powyżej 50 lat, zawsze elegancko ubranych (w okresach chłodniejszych oboje obowiązkowo w długich płaszczach i z kapeluszami na głowach) spacerujących wolno po mieście trzymając się za rękę lub pod ramię.
Zastanawia mnie od pewnego czasu czemu w Polsce coś takiego jest bardzo rzadko widywane, szczególnie w mniejszych miejscowościach nigdy nie spotkałam się w publicznych miejscach ze starszymi parami okazującymi sobie w tak delikatny i prosty sposób czułość. Taki obrazek zawsze powoduje uśmiech na mojej twarzy bo zaczynam wyobrażać sobie siebie i narzeczonego w tej samej sytuacji, wieku i miejscu.
Często obce mi starsze panie spotkane w metrze bez powodu się do mnie uśmiechają, a ja zawsze odwdzięczam się tym samym. Zdarzyło mi się, że gdy jakaś starsza pani zdała sobie sprawę, że nie jestem stąd zainteresowana pytała się, skąd jestem, jak dobrze znam niemiecki i jak długo tu mieszkam. Nigdy nie brałam czegoś takiego za przesadną ciekawość a właśnie za coś co moim zdaniem ukazuje wiedeńczyków w zupełnie innym świetle.
To prawda, że może rzeczywiście zdarzają się tubylcy w różnym wieku, którzy po prostu mają dość przyjezdnych, co ja jako jedna z 'tych obcych' zupełnie rozumiem, bo niestety wielu obcokrajowców ma za nic tutejsze prawa. Uważają, że mają prawo do robienia co tylko im się żywnie podoba bez jakiegokolwiek respektu w stosunku do rodowitych Austriaków.
Dlatego ja zawsze staram się zmienić obraz ludzi przyjezdnych poprzez tak małe czyny jak ustąpienie miejsca starszym osobą w komunikacji miejskiej czy pomoc starszej pani w niesieniu zakupów do domu. Czasami wystarczy przytrzymać drzwi czy ustąpić miejsca w kolejce w supermarkecie gdy dana osoba stoi z o wiele mniejszą ilością zakupów, by prędzej czy później ktoś potraktował nas w ten sam sposób. Nie wierzę w powszechnie znaną karmę, jednak w tym mieście z pewnością właśnie coś takiego funkcjonuje. :)
Najbardziej chyba zaskoczyła mnie sytuacja z przed około 3 tygodni, gdy kobieta w hijabie (chusta noszona przez muzułmanki) z trójką małych dzieci i jednym w wózku chciała wyjść właśnie z tym wózkiem ze starego typu tramwajów, czyli takiego z podwyższeniem i schodkami, a pomógł jej w tym Austriak w wieku 60 lat lub starszy, ubrany jak na typowego Austriaka przystało bardzo elegancko.
Nie do końca jestem pewna co mnie w tym tak bardzo zaskoczyło, ale chyba chodzi o to, że chwile przed tym zdarzeniem widząc tego mężczyznę jeszcze w tramwaju wydawał mi się typowym starszym i poważnym Austriakiem, takim bardzo stereotypowym, a innym z rozpowszechnianych tu stereotypów jest to, że Austriacy nienawidzą muzułmanów, szczególnie ci starsi.
Jednak ja z dnia na dzień zdaje sobie sprawę, że to kolejny z głupich i niepotrzebnie rozpowszechnianych stereotypów.
Byłam tu uczona już przez 3 nauczycielki, w tym dwie Austriaczki i Niemkę. Dwie z nich były przemiłymi, inteligentnymi, wyrozumiałymi i ciekawymi osobami, trzeciej dużo do tego brakowało, jednak żadna z nich nie była rasistka, czy to pod względem pochodzenia czy religii. Wręcz przeciwnie. Wiele razy rozmawiałam z moją ostatnią wychowawczynią na temat polskiej muzyki, kultury, jedzenia. Często porównywałyśmy je z tymi austriackimi doszukując się wielu zaskakujących podobieństw. Z pewnoscią zawsze będę miło wspominać naukę języka niemieckiego w Wiedniu i ludzi których przy tej okazji poznałam.

Cześć!

A więc to jest początek mojego pierwszego bloga. Zamierzam umieszczać tu ciekawostki i zdjęcia z krajów które odwiedzam.
Już za kilka miesięcy skupię się głównie na Japonii z powodu mojej przeprowadzki do tego kraju. Bardzo zależy mi na ukazaniu Japonii z tej bardzo pozytywnej strony ale zamierzam pisać także o tym o czym wiele ludzi nie wie lub nie chce myśleć, bo łatwo jest zauważyć jak wiele ludzi z mojego otoczenia w Polsce zbytnio idealizuje Japonię i zapomina, że pomimo wszystko jest to kraj taki jak każdy inny,  który ma swoje dobre ale też i złe strony. I to właśnie będzie tematem przewodnim tego bloga.
Jednak przed przeprowadzką do Azji zamierzam pisać tu czasami także o Wiedniu w którym aktualnie mieszkam.