sobota, 29 czerwca 2013

[ Nature Republic ] By Flower BB Cream SPF35PA++ 01

Dziś chciałam napisać o moim nowym kremie BB.
Jestem posiadaczką kilku innych koreańskich kremów BB, z dwóch znanych wszystkim firm Missha i skin79. Choć krem firmy Nature Republic By Flower jest dużo tańszy od tych z tych dwóch najbardziej znanych firm, to jednak moim zdaniem jest lepszy pod każdym względem.
Pierwszy raz piszę recenzję kosmetyku więc wybaczcie mi totalny brak profesjonalizmu.
Z tego także powodu, by było mi łatwiej postanowiłam porównać go do jednego z najbardziej znanych kremów BB a zarazem pierwszego jaki zakupiłam, czyli SKIN79, Super+ BB Cream Triple Functions:
Krem Nature Republic jest zdecydowanie jaśniejszy i nie ma szarego odcienia tak jak ten od SKIN79. Nie tworzy maski więc można go spokojnie nakładać niemalże punktowo. Ma bardzo przyjemny lekko kwiatowy zapach, w którym od razu się zakochałam. Jest rzadszy od tego od SKIN79, co moim zdaniem jest plusem bo dzięki temu bardzo łatwo się go rozprowadza. Jest lekki, nie 'obciąża' skóry i długo się na niej utrzymuje.
Nie wiem czy mogę polecić go każdemu, ale zdecydowanie wszystkim, którzy tak jak ja posiadają jasną lub bladą cerę.
Tak wygląda moja twarz przed i po użyciu kremu:

Na pierwszym zdjęciu byłam chwilę po użyciu toniku i w trakcie malowania oka, jednak na skórze nie mam żadnego kosmetyku (tak wiem, że oko powinno się malować później, jednak ja czasami w pośpiechu robię to na odwrót), na drugim zdjęciu natomiast, na skórze mam jedynie jedną warstwę kremu BB i minimalną ilość różu (ponownie, spieszyłam się więc zapomniałam zrobić zdjęcie przed użyciem różu), jednak wydaje mi się, że nie jest to aż tak duży problem w zauważeniu różnicy. Jedna warstwa kremu bez problemu pokryła wszystkie moje piegi i inne niedoskonałości, wyrównała kolor mojej twarzy i nadała jej delikatny blask.
Sam krem ma efekt lekko wybielający i poprawia ogólny stan skóry.

tutaj macie link do jednej ze stron sprzedającej ten krem: http://www.kpoptown.com/nature-republic/2425--nature-republic-by-flower-bb-cream-spf35pa-.html

Mam nadzieję, że ten post będzie dla kogoś przydatny.
Co jakiś czas postaram się napisać coś o moich ulubionych azjatyckich kosmetykach :)

środa, 26 czerwca 2013

Hanabi - pokaz sztucznych ogni podczas trwającego Hanami.

W połowie października wybraliśmy się na ostatni pokaz sztucznych ogni w Kita Senju. Po drodze na stację zaopatrzyliśmy się w 'szybki prowiant' czyli kilka onigiri, dwa opakowania czipsów i napój.
Mój narzeczony niestety pracuje w takich godzinach, jak typowy zapracowany japończyk, czyli często wraca do domu późnym wieczorem i prawie nigdy nie jest wiadomo czy będziemy mieli danego wieczora czas, więc podczas mojego pobytu w Japonii gdy on mógł wyrwać się z biura choć trochę szybciej, dzwonił do mnie i obydwoje szykowaliśmy się w pośpiechu do wyjścia na miasto.
W okolicach naszego mieszkania - w drodze na stację kolejową.
Z niewiadomych przyczyn, podczas gdy czekaliśmy na pociąg, mały chłopczyk non stop mi się przyglądał (zdjęcie robione przez narzeczonego, ja stałam obok) ^^
Ponieważ byliśmy już trochę spóźnieni na pokaz, nie sprawdzając mapy na telefonie po prostu podążaliśmy za ogromnym tłumem. Wszyscy szli całymi rodzinami.
Na miejscu było już tyle ludzi, że postanowiliśmy stanąć byle gdzie, byleby tylko jak najbliżej i by żaden większy budynek nam nie zasłaniał głównej części fajerwerków. Niestety nie było już możliwości wejść na górę po schodach.
Pokaz sztucznych ogni był naprawdę piękny. Można było zobaczyć tam wiele kształtów, z którymi nigdy przedtem w Europie się nie spotkałam. Zaczynając od serc, truskawek i świnek, a kończąc na głowach myszki Miki i Hello Kitty :)
Zlepiając urywki z nagranych filmików stworzyłam jeden, który trwa ponad 5 minut ponieważ zwyczajnie nie mogłam się zdecydować, co w nim umieścić. Po mimo tego, że momentami się lekko trzęsie (nagrywaliśmy wszystko przez ok. godzinę trzymając ręce w górze) to mam nadzieję, że się wam spodoba:
Bardzo lubię reakcje japończyków na coś takiego jak właśnie fajerwerki. Zaraz po przyjeździe do Japonii byłam lekko poirytowana tym ich dość nietypowym i bardzo częstym okazywaniem zdziwienia/zaskoczenia jednak z czasem to polubiłam. Na filmiku wyraźnie słychać kilka razy o co dokładnie mi chodzi. ^^
Komuś smażonych wnętrzności? :D
Yakitori
Torikawa gyoza
Zdjęć z drogi powrotnej jak widać mam mało i w dodatku są lekko rozmazane. Spowodowane jest to tym, że są robione głównie w drodze do Tokyo Skytree, a że zależało nam by dojechać tam nim zamkną budynek to trochę się spieszyliśmy i nie mieliśmy czasu na zatrzymywanie się dla samych zdjęć. Ale o tym już w następnej notce. ;)

sobota, 1 czerwca 2013

O cykadach i przejażdżkach rowerowych :)

Chyba nic nie sprawia, że odczuwam tak silne motyle w brzuchu jak wspomnienia letnich przejażdżek rowerowych w Japonii, a dokładnie w moim kochanym Nishi-Kawaguchi.
Już w drugi dzień pobytu w Japonii zaopatrzyłam się w nowy i własny bielutki rower, z którym przez następne 3 miesiące się niemalże nie rozstawałam. Robiłam nim kilometry, dzień w dzień.
Szczerze mówiąc w Japonii zaliczyłam pierwszą jazdę rowerem od ok. 7-8 lat, więc tym większą frajdę mi to sprawiało.
Rowerem poruszałam się wszędzie, czasami na zwykłe zakupy, innym razem spiesząc się na stacje kolejową. Kiedykolwiek jechałam na zakupy nie spieszyłam się, bo lubiłam mijać dzień w dzień te same budynki do których już bardzo się przyzwyczaiłam, następnie most, a później zależnie od tego, czy potrzebowałam czegoś ze zwykłego supermarketu czy musiałam kupić coś w centrum handlowego, kierowałam się albo do centrum miasta albo jechałam obrzeżem, mijając japońską szkołę podstawową, dokładnie taką jaką widywałam zawsze w filmach. Na przeciw niej jest ogromne boisko do baseballu, więc często widziałam uczniów rozgrywających mecze. Najbardziej lubiłam mijać miłe, starsze panie, które z czasem zaczęły mnie rozpoznawać więc uśmiechały się do mnie na przywitanie. Nieraz byłam też zaczepiana przez nieznanych mi ludzi, ale przyprawiało mnie to raczej o uśmiech na twarzy, bo nie zdarzyło się nigdy by był to ktoś dziwny w jakimkolwiek tego słowa znaczeniu.

Na zdjęciach wczesne popołudnie piątego października 2012, słonecznie i ciepło - 28 °C ^_^ a w koszyku prócz innych drobnych zakupów Straight tea firmy Kirin od której byłam wprost uzależniona.

Dwie inne rzeczy, dzięki którym sprawiały, że przejażdżki sprawiały mi jeszcze więcej frajdy to bardzo ciepła pogoda i cykady. Wszędzie i to tak głośne, że na początku mogą się wydawać dość irytujące, lecz gdy tylko lato zaczęło się powoli kończyć a cykady się pochowały bardzo tęskniłam za ich 'muzyką', która naprawdę poprawiała mi humor.

To jest krótki, ale naprawdę świetny filmik. Widać na nim jak wygląda wolna przejażdżka rowerem w małym mieście z cykadami w tle.
 
Dwa inne filmiki idealnie odzwierciedlające jak głośne potrafią być te owady:
 

I cykada we własnej osobie ^_^ :
Kolejna rzecz na temat tych owadów, która wydawała mi się od początku dość zabawna, to to, że wieczorami zasypiają one w różnych dziwnych miejscach, włącznie ze schodami czy balkonem, kładąc się na skrzydłach i zwijając nogi tak, że wyglądają jak zdechłe.
Może bardzo mało wiem, ale w Europie z czymś takim się nie spotkałam.
Często gdy wracaliśmy późnymi wieczorami do domu a ja miałam dość 'śmieszny' humor, szturchałam lekko niewinne stworzonka, tak by w poirytowaniu zaczęły cykać :D

Na koniec zostawiam was z tym o to filmikiem :D :