środa, 12 lutego 2014

Setsubun i pierwszy śnieg tej zimy :)

Jestem osobą raczej leniwą, co widać także niestety na blogu. ^^);;
Ciężko mi się zawsze zebrać do napisania nowej notki po mimo tego, że chęci ku temu mam.
Jednak dziś w Japonii jest narodowe święto (jp.建国記念の日) więc jest to dzień wolny od szkoły i pracy. Mąż właśnie śpi a ja nie mam zbytnio żadnego innego zajęcia więc postanowiłam trochę tu nadrobić :)
Ostatnio coraz częściej widuję w sklepach czipsy ziemniaczane o smaku białej lub mlecznej czekolady.
Bardzo korci mnie ich zakup, bo jeszcze gdy byłam w Wiedniu widziałam je w jakimś artykule w internecie, jednak boję się, że będą bardzo mało jadalne. :D Lubię nowe smaki, jednak to połączenie wydaje mi się dość dziwne, szczególnie dlatego, że ostatnio zrezygnowałam ze wszystkich typów czipsów ziemniaczanych ponieważ po zjedzeniu nawet odrobiny zawsze mam takie 'ciężkie' uczucie na żołądku, którego nie lubię. Przestawiłam się już na kupno tylko chrupek ryżowych, najlepiej tych owiniętych kawałkiem glona nori.
Trzeciego lutego, tak jak co roku, w Japonii odbyło się święto nazywane Setsubun, obchodzone w ramach Festiwalu Wiosny zwanego Haru Matsuri (jp.春祭). Głównym przesłaniem tego święta jest po prostu przegonienie wszelkiego zła z naszych domów, czyli wszystkich "demonów" przynoszących rodzinie zło w jakiejkolwiek postaci, a także chorób i tym podobnych, w nowym roku.
Jednym z najbardziej popularnych sposób na odgonienie demonów jest tak zwane mamemaki (jp.豆まき) czyli rzucanie fasolką sojową przez próg mieszkania. Jeśli mamy dzieci, sami możemy się przebrać za demony tak by dzieci mogły rzucać fasolką w nas.
Także w wielu przedszkolach i szkołach podstawowych wychowawcy przebierają się tak by dzieci czerpały radość z bezkarnego obrzucania innych fasolką.
 A wieczorem w klubach odbywają się huczne imprezy w których udział biorą głównie młodzi ludzie.
Następnie każdy powinien zjeść tyle fasolek ile ma lat. Czyli jeśli np. ja urodziłam się w 1993 roku, w roku 2014 powinnam zjeść ich 21, ponieważ właśnie tyle lat w tym roku będę miała.
Na koniec możemy zjeść Eho-maki (jp.恵方巻き) z farszem składającym się z 7 różnych składników. Eho w wolnym tłumaczeniu to po prostu strona (lub kierunek) szczęścia, dlatego właśnie jedząc Eho-maki powinniśmy być zwróceni w stronę "Eho", w tym roku był to północny wschód. Powinniśmy także jeść z zamkniętymi oczami i do momentu gdy skończymy jeść nie możemy nic a nic powiedzieć. Podczas jedzenia powinno się myśleć o tym, co chcielibyśmy osiągnąć podczas nadchodzącej wiosny.
 Nie przepadam za tego typu 'zabobonami' więc fasolką się nie obrzucaliśmy, ale zjedzenia Eho-maki długo nie odmawiałam.W końcu każdy powód do zjedzenia sushi jest dobry. :P

Nasze Eho-maki :)
Dołączony był także miniaturowy kompas którym sprawdzaliśmy kierunek świata.

Po tej 'zabawie', oglądaliśmy wspólnie film, jedząc w tym samym czasie pikantny popcorn, który o dziwo dosyć mi smakował.
A także kruche ciasteczka firmy Lotte, o smaku matcha i z warstwą czekolady pod spodem.
Jak na japońskie słodycze były całkiem smaczne. 'Jak na japońskie' gdyż czekolady tutaj są raczej... mało smaczne. Może Pocky smakuje dobrze, jednak jeśli kupicie czekoladę Meiji w tabliczce, zdacie sobie sprawę, że smakuje ona dość podobnie do bardzo tanich, polskich czekolad. Zero porównania z np. moją ulubioną Milką.
W ten dzień mieliśmy dosłownie 18°C (!). Było tak ciepło, że choć byłam ubrana w krótki rękaw to wieczorem, by odświeżyć mieszkanie otworzyłam także drzwi balkonowe i okna w obydwóch pokojach.
Jednak krótko cieszyliśmy się tak ciepłą pogodą w Tokio i okolicach bo następnego dnia późnym popołudniem ulica wyglądała już mniej więcej tak:
I choć teraz pada już tylko trochę i tak co 2-3 dni, to i tak przy bramach wszystkich domów są wielkie kopce śniegu i ogółem na zewnątrz jest dość chłodno.

Mam nadzieję, że was zima aż tak nie zaskoczyła. :)

niedziela, 2 lutego 2014

Bento - japońskie dania 'na wynos'

Jak wiadomo, Bentō (jp.弁当) jest bardzo popularną formą posiłku w Japonii. W Japonii bento można przygotować samemu lub zakupić w większości sklepów spożywczych lub w sklepach zajmujących się sprzedażą jedzenia na wynos. W tych ostatnich bento przygotowywane jest dla nas na bieżąco, często przez 'okienko' w kuchni można się przyjrzeć jak dane danie jest dla nas przygotowywane. 
W Polskich szkołach popularną formą takiego 'posiłku' zabieranego do szkoły, pracy itp. są kanapki, podczas gdy w Japonii ludzie preferują zazwyczaj zabieranie ze sobą takiego posiłku, który w wielu sklepach sprzedawca po uprzednim zapytaniu się, może nam podgrzać lub jeśli bento jest dla nas przygotowane przez członka rodziny lub przez nas samych, wtedy w pracy zazwyczaj jest możliwość zagrzania bento w mikrofalówce.
Takie najbardziej 'zwyczajne' bento, składa się zazwyczaj z dużej ilości ryżu, kilku kawałków smażonego kurczaka lub kawałka ryby i chikuwa i obowiązkowo kilku pikli. Zazwyczaj dodawany jest także jakiś sos do mięsa lub sos sojowy do ryb, trochę makaronu (zazwyczaj w sosie pomidorowym) i kawałki nori ułożone równo na ryżu lub umeboshi (japońskie morele, marynowane i barwione na czerwony kolor) i odrobina czarnego sezamu . 
Przy zakupie bento, w każdym sklepie sprzedawca powinien dołączyć do całości przynajmniej parę pałeczek jednorazowych lub widelec/łyżkę. Jeśli tego nie zrobi, prawdopodobnie w pośpiechu zapomniał więc możemy się o nie upomnieć :)
Zawsze uśmiecham się gdy widzę, że sprzedawca podaje mi zamiast pałeczek łyżkę lub widelec, tylko dlatego, że jestem obcokrajowcem. Choć wolę używać pałeczki to nie upominam się o nie gdyż i tak w domu mam zawsze kilka par zwykłych, niejednorazowych. 

Przez pierwszy miesiąc po ponownym przylocie do Japonii, baaardzo ciężko było mi się przestawić na takie samodzielne gotowanie. W Wiedniu zazwyczaj jedynie pomagałam mamie przy obiedzie, bardzo rzadko gotowałam całość od początku do końca sama. Za to podczas całego miesiąca spędzonego w Indonezji i Tajlandii bardzo przyzwyczaiłam się do tego, że jedzenie dostaje zawsze już gotowe podsuwane pod nos. Dlatego zajęło mi ok. miesiąc zanim w końcu wybrałam się do sklepu by zrobić jakiekolwiek większe spożywcze zakupy, co jest moim dużym błędem jednak dzięki temu mam teraz możliwość pokazania wam kilku z moich ulubionych bento, które można znaleźć w tutejszych sklepach w sumie cały rok. 
Sama codziennie przygotowuje mężowi do pracy bento, jednak raczej rzadko zdarza mi się, bym robiła mu zdjęcie bo lubię całość przygotowywać z samego rana, przed jego pójściem do pracy więc w sumie nie mam nawet na to czasu bo gdy tylko ryż trochę przestygnie całość zamykam i już zapakowane wkładam mu do torby.  
Ryż z warstwą kurczaka, słodkiego jajka i łososia, pół kiełbaski, jajo przepiórcze, klopsik i sałatka ziemniaczana.
Mój ulubiony zestaw sushi w wersji bento, z pobliskiego supermarketu.
Kawałek kurczaka, tempura, smażona wołowina i pikle.
Sałatka z brokuł, krewetek i jajek, którą można w dowolnej ilości zakupić w sklepach z jedzeniem na wynos.
Najbardziej podstawowe ze wszystkich bento: chikuwa i smażony filet rybny z sosem tatarskim.
Makaron spaghetti z sosem kremowym mentaiko (rodzaj pikantnie doprawionej rybnej ikry).
Gyoza z gotowym już sosem. 





Przy okazji pokaże wam mój nowy pojemnik na bento, który kupiłam zaledwie kilka dni temu. Od dawna szukałam idealnego i w końcu trafił mi się taki jeden, w kolorze niebieskim - czyli jednym z moich ulubionych kolorów i z uroczym kształtem.
Kupiłam ostatnio też dwie nowe pary pałeczek, w tym jedne razem z futerałem i ślicznym, delikatnym wzorem, ale pokarzę je przy okazji innej notki.
Przed rozpakowaniem pojemnik wyglądał w ten sposób. Jak widać dołączony jest do niego także futerał z dość mocnego materiału.
Po rozpakowaniu całość wyglądała w ten sposób, czyli dwie warstwy + przegródki, pałeczki i gumka, którą nakłada się na zamknięte już bento by całość była jeszcze bardziej szczelna.
Po ponownym spakowaniu wyglądało to już tak.
Cena tego pojemnika była stosunkowo niska, choć widzę, że jakość ogółu jest naprawdę dobra i mam nadzieję, że jednak trochę czasu mi on posłuży.

Post jest dość długi, jednak mam nadzieję, że informacje zawarte w nim komukolwiek się przydadzą. :)
Przy okazji chciałabym ostrzec, że zdjęcia na moim blogu będą naprawdę różnej jakości. Raz robię je ipodem, innym razem iphonem a jeszcze innym lustrzanką więc jak wiadomo różnica w jakościach jest przeogromna. Po prostu nie zawsze mam przy sobie iphona a i by za każdym razem wyciągać z futerału lustrzankę jestem trochę zbyt leniwa.
Ogólnie wciąż zbieram się do napisania notki o moich podróżach po Azji sprzed dwóch miesięcy, a w między czasie planuję jeszcze notkę m.in. o japońskich lodach, których w Polsce raczej nie mamy możliwości kupić. Niestety zdałam sobie sprawę, że jako miłośniczka gotowania i jedzenia, dość często będę pisała o właśnie rzeczach związanych z jedzeniem co mam nadzieję, że was w jakikolwiek sposób nie zniechęci do czytania mojego bloga. Oczywiście wciąż planuję robienie wielu recenzji kosmetyków azjatyckich i innych tego typu tematów na blogu więc obiecuję, że blog ten na samym jedzeniu skupiać się nie będzie. :)

Mam nadzieję, że jakoś wytrwaliście do końca tego postu.
Życzymy wam z mężem słonecznej niedzieli!